piątek, 30 sierpnia 2013

Marzenia, które stały się rzeczywistością

Witajcie !
Wczoraj o godzinie 11:30 rejsem nr 571 grupa 23-osobowa wyruszyła do Belgradu !
W niedzielę przed 23 dojechałam do Warszawy. Ten wyjazd miał być fajnym zakończeniem wakacji. Nikt nie spodziewał się tego, że podczas pobytu u wujków spełnię swoje marzenia !
We wtorek Karolina w pewnej grupie na Facebook'u spytała czy ktoś idzie w czwartek na lotnisko. Najpierw nie wiedziałam o co chodzi, bo to ja :D Ale gdy tylko Karolina mi wszystko wyjaśniła od razu postanowiłam, że takiej okazji nie przegapię ! Niestety nie znana była godzina. Na szczęście mój wujek pracuje na Okęciu i wszystko mi sprawdził. W środę dostałam SMSa o treści: "Czwartek 11:30, rejs nr 571, grupa 23-osobowa. Bądź o 9-tej :)". Na szczęście środa mi szybko zleciała na spotkaniach ze znajomymi. Czwartek. Budzik dzwoni o 6:45, żebym się nie spóźniła. Wstałam, ubrałam się itp. Kuzyn już nie spał i chciał jechać ze mną. Młody wziął piłkę, ja wzięłam zeszyt i aparat i w drogę ! Mieliśmy jechać autobusem o 7:37, oczywiście się spóźniliśmy, następny 7:51 i... tez się spóźniliśmy.. Odjechał nam z przed nosa. Kolejny o 8:03.. Czekamy, nie ruszamy się z przystanku :) W końcu nadjeżdża autobus 504. Wsiadamy, zajmujemy miejsca. Jedziemy nim 30 min, wysiadamy, przechodzimy kładką na drugą stronę, chwilę czekamy i nadjeżdża autobus 188. Wsiadamy jedziemy 20 min. Na lotnisku byliśmy 8:58. Ruszyliśmy do toalety. Zrobione co trzeba i wracamy. Z daleka widać czerwoną koszulkę. Podchodzimy bliżej i patrzę, a to Drzyzga. Boimy się do Niego podejść, On cały czas się przemieszcza, my za nim, On zrobił nawrotkę,a my tego nie zauważyliśmy i wpadł na Kacpra, ehhh. W końcu odważyliśmy się, podeszliśmy i poprosiliśmy o autograf i o zdjęcie. W chwilę później doszły do nas Ania i Karolina. Teraz razem oczekiwaliśmy reszty. Młody po jakimś czasie mówi: Kurek. Ja odwracam się, szukam, a Bartka ani śladu. Kacper zrobił nas w konia. Mówię: Ey to będzie mój pierwszy raz z Nimi, a dziewczyna zaczęły się śmiać, nie wiadomo czemu. Po chwili znowu krzyczy Kurek. Tym razem się nie odwracam, czekam na reakcję dziewczyn. Na ich twarzach pojawił się uśmiech, co znaczy, że Bartek faktycznie pojawił się na lotnisku. Podchodzimy, prosimy o autograf i zdjęcie. Podczas, gdy podpisywał Kacprowi piłkę zaczęłam składać Mu życzenia. Kurczę, nie wiecie ile radości Mu to sprawiło. Go to naprawdę cieszyło. Ciszyło Go to, że kibice pamiętają, że ani na chwilę nie dają o sobie zapomnieć. Podziękował i odszedł do Fabiana. Później zaczęli wchodzić inni. I po kolei do każdego podchodziliśmy z tą samą prośbą, z prośbą o zdjęcie i autograf. Na szczęście żaden z Siatkarzy nie miał z tym większego problemu, ba żadnego nie mieli ! Nadeszła kolej na Zbyszka. Podchodzę i pytam się o to samo, standardowo. Ręce mi się trzęsą cały czas, serce dygoce, ja cała czerwona na twarzy. Mówię: Boże, jak mi się ręce trzęsą. Usłyszawszy to zaczął mnie uspokajać. Odezwałam się do Niego: Pan mi wybaczy, a On takie: luuuz. Myślałam, że zaraz padnę na zawał. Cały czas oczekujemy Andrei, zarówno Anastasiego jak i Gardiniego. W końcu idą. Podchodzę do Gardiniego i mówię: "Excuse me! Can I take photo with you ?" Odpowiedział: "No problem" Ale młody się wepchnął z piłką do podpisu. No to najpierw autografy. Później niewiele myśląc mówię: "I jeszcze photo". Boże jaka siara, myślę, a Andrea mówi: photo, photo. No i robimy sobie zdjęcie, ale Kacper wepchnął się w obiektyw i najpierw zrobiłam sobie z młodym i z Andreą, a później z samy Gardini. On taki coś mówi: 2 zdjęcia ?, ja Mu odpowiadam, że tak. Po zdjęciu dziękuję i On tez powiedział "dziękuję". Później nadeszła kolej na Anastasiego. Robimy zdjęcie, bierzemy autograf i idziemy do Giovanni'ego. Tradycyjnie fotka+autograf. Na samym końcu idzie Pit. Oczywiście zdjęcie + podpis. Gdy już stwierdziliśmy, że to wszyscy wyszliśmy z lotniska i poszliśmy na autobus. I z powrotem godzinna przeprawa autobusami. No, ale to już było nie ważne ! Ważne, że spełniłam marzenie, że spotkałam swoich idoli. Nie ważna jak wyszłam na zdjęciach, ważne z kim. W tamtej chwili prawie nic się nie liczyło. Liczyły się tylko moje marzenia. Ręce dalej się trzęsły, serce nie mogło się uspokoić. Aż dziwię się, że się nie popłakałam.

































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz